poniedziałek, 28 maja 2012

PROLOG


- Asia, Natala. Jedziemy.- Mama krzyczała z dołu.
Rodzice wybierali się na urodziny Marty. Była to koleżanka taty z pracy. Nie lubiła, gdy ktoś nazywał ją “panią”. Akurat wyszli z domu.
Nasz dom nie był duży, ale był przytulny. [dom]. Dookoła niego było pełno drzew. Wyjrzałam przez okno. To co zobaczyłam stało się bardzo szybko. Tata prowadził samochód. Jechał powoli po naszym podjeździe, a jedno ze starszych drzew przewróciło się. Nawet nie wiem jak. Krzyknęłam i zamknęłam oczy. Po chwili wpadła siostra.
- Co się stało?!
- Rodzice... - Tyle powiedziałam i zaczęłam płakać.
Natalka podeszła do małego okienka nad moim biurkiem i pisnęła. A przynajmniej wydała podobny dźwięk. Złapała mnie za rękę i wybiegłyśmy na dwór. Cały samochód rodziców leżał przygnieciony wielkim kasztanowcem. To było straszne. Nie wiedziałam co zrobić. Sąsiedzi zaczęli się schodzić zaalarmowani hukiem i alarmem samochodowym. Ktoś wezwał pogotowie, bo po chwili ambulans podjechał. Działo się tam coś jeszcze, ale oczy jeszcze bardziej zaszły mi łzami i po chwili zaczęły się zamykać. Usłyszałam jeszcze nad sobą jakiś męski głos, ale nie wiem co powiedział i odpłynęłam.

1 komentarz:

  1. Taka nagła śmierć :(

    wzruszyłam się :**

    och..

    OdpowiedzUsuń