- Asia,
Natala. Jedziemy.- Mama krzyczała z dołu.
Rodzice
wybierali się na urodziny Marty. Była to koleżanka taty z pracy.
Nie lubiła, gdy ktoś nazywał ją “panią”. Akurat wyszli z
domu.
Nasz
dom nie był duży, ale był przytulny. [dom]. Dookoła niego było pełno drzew. Wyjrzałam przez okno. To co
zobaczyłam stało się bardzo szybko. Tata prowadził samochód.
Jechał powoli po naszym podjeździe, a jedno ze starszych drzew
przewróciło się. Nawet nie wiem jak. Krzyknęłam i zamknęłam
oczy. Po chwili wpadła siostra.
- Co
się stało?!
-
Rodzice... - Tyle powiedziałam i zaczęłam płakać.
Natalka
podeszła do małego okienka nad moim biurkiem i pisnęła. A
przynajmniej wydała podobny dźwięk. Złapała mnie za rękę i
wybiegłyśmy na dwór. Cały samochód rodziców leżał
przygnieciony wielkim kasztanowcem. To było straszne. Nie wiedziałam
co zrobić. Sąsiedzi zaczęli się schodzić zaalarmowani hukiem i
alarmem samochodowym. Ktoś wezwał pogotowie, bo po chwili ambulans
podjechał. Działo się tam coś jeszcze, ale oczy jeszcze bardziej
zaszły mi łzami i po chwili zaczęły się zamykać. Usłyszałam
jeszcze nad sobą jakiś męski głos, ale nie wiem co powiedział i
odpłynęłam.
Taka nagła śmierć :(
OdpowiedzUsuńwzruszyłam się :**
och..